niedziela, 4 stycznia 2009

gorąca herbata z marcepanem i lawędą
dodaje animuszu nawet tam
gdzie mocna kawa z cytryną
jest tylko profilaktycznym łataniem dziur...

podczas śniadania łamiemy na smaczne
kawałeczki i częstujemy się porankiem
najlepiej z miodem i kozim mlekiem
ozbieramy lepką poczwarkę snu i
bierzemy prysznic z kosów rozwieszonych
pod parapetami sąsiedniego lasun
akładamy świeże koszulkii tak rozradowani udajemy się następnie
do zatłoczonego podmiejskiego autobusu...

a on już rozwozi nas do miejscw których więdną wszystkie
dziecięce krajobrazy...



Wiem już jakiego chcę życia…Ta chęć i ta wiara wytworzyła się przez ostatnie kilka lat, dzięki aniołom, które spotkałem na swojej drodze…Działanie w ciągłym napięciu artystycznym i ciągłym przepływem energii pomiędzy życiem a tworzeniem…Daję z siebie wszystko każdemu pomysłowi…Jak to mówi jeden z moich aniołów: Potrafię zwolnić się ze snu…Po prostu tak musi być…Bez tego moja dusza umiera…

Często zdarza mi się godzinami siedzieć przed rozpoczętym obrazem, mrużąc oczy, szukając tego czegoś… Wewnętrznego świata obrazu… Przeżycia… artystycznego wyrazu…Kilka obrazów pozostało na mojej sztaludze niedokończonych…Mam nadzieję, że ich duch nie będzie mnie straszył po nocach..

Do dziś boję się ponurych emocjonalnych stanów, które odcinają przeżywanie a włączają instynkt… wiele w życiu przeszedłem… sam odkrywałem i budowałem swój świat… będąc zbyt nieśmiałym, wrażliwym czy zbuntowanym…Bez wskazówek, kontroli i wzorców…Czasami prowadziłem rozpaczliwą walkę…Miałem swój świat i przez to byłem postrzegany jako „inny”, „dziwny”…Coraz bardziej czułem czego mi brak…Te emocje stały się moja drogą…Bardzo wyboistą drogą…Dopiero po wielu latach zrozumiałem czego miałem za dużo…Wydawało by się że trochę za późno…Jednak jestem pewien, dzięki temu odkryciu, że to co robię dzisiaj, że twórczość moja oraz podejście do życia, że źródłem tego wszystkiego jest właśnie ta nierównowaga w nasyceniu wrażliwością i wyobraźnią. Z niej biorą się wszystkie lęki, wszystkie rozterki, poszukiwania, pytania, które zadaje sobie artysta… w chwili tworzenia… w chwili powstawania… w chwili realizowania siebie…

Nie wierzę w prowokowanie sztuką…Sztuka nie zaczyna się ani na prowokacji ani na filozofii tylko od przebudzenia. Podjęcia swojej własnej drogi. Zrozumienia swojej własnej indywidualności. To dotarcie do starych kodów, z którymi rodzimy się i obcujemy z pokolenia na pokolenie. Do tych najdawniejszych niepokojów i doświadczeń człowieka, dodaje swoje…Powstaje nowe przeżycie, mowy wewnętrzny świat na bardzo silnym fundamencie tradycji i zycia…



Piękno świata dostrzegamy w pojedynczych elementach, na przykład w gwiazdach na niebie, ptakach w powietrzu, rybach w wodzie i ludziach na ziemi.
Wilhelm z Conches



sobota, 3 stycznia 2009


Od paru lat zapełniam zeszyty i stare kalendarze swoimi myślami, zasłyszanymi historyjkami… Dzięki nim powstał ten blog… Tak już nagromadzone, po szufladach, szafkach, reklamówkach, że trzymanie ich dla samego przechowywania nie miało sensu…


a ja wciąż piszę
ku przestrodze
nie popełniajcie
mego błędu
nie zaplątujcie się
w słowa
nie zgubcie się
w pisaniu
poezja –
to nie są słowa…
to wiatr
zieleni liści
w słońcu
z szronem
na brwiach
z blaskiem
łzy w oku
i uśmiechem
pomiędzy
wersami…


Zauważyłem jeszcze w Warszawie, że świat, robi się coraz bardziej ciasny i bezwzględny. Ot, choćby to miasto. Tu nawet jeżeli jesteś milionerem, niewiele ci to pomoże. Nie masz, gdzie zaparkować samochodu, na dachach nie ma lądowisk dla helikopterów a za taksówkę zapłacisz więcej niż za bilet do Wrocławia…

Reakcja człowieka Zachodu: - Jest źle? Trzeba coś robić, żeby było lepiej! Reakcja Polaka: - Jest źle? To prawda, ale przecież mogłoby być jeszcze gorzej! ... Cywilizacja i cywilizacja… Wszyscy krzyczą, że jesteśmy w Europie – zawsze w niej byliśmy i żadnym usprawiedliwieniem jest półwieczne wpływy rusów w nasze państwo… Na Olemblerplatz zatrzymuje się tramwaj numer 6. Przyjeżdża tu co 15 minut. Stoję na przystanku, który jest pusty, ponieważ do przyjazdu tramwaju brakuje 6 minut. Te 6 minut ludzie poświęcają jakimś zajęciom, nie tracą ich na czekanie. Minutę przed planowanym nadejściem tramwaju przystanek zapełnia się. Ludzie wsiadają bez pośpiechu. Nikt się nie denerwuje, gdyż nic nikogo nie może zaskoczyć (np. że tramwaj nie przyjdzie na czas albo odjedzie nie zabierając wszystkich pasażerów). Co czyni tę cywilizację - cywilizacją? Nic tu nie jest rozgrzebane, rozprute, rozmamłane, porzucone; zachowaniem ludzi rządzi tu skupiona, rzetelna punktualność i przeżywanie życia a nie gonienie za nim... Ten tramwaj wielu naszym rodakom wciąż ucieka… Skracają sobie czas kontaktu z drugim człowiekiem mechanicznym wybijaniem esesmesów cze… Nara… itp. A kto pamięta jak się pisze prawdziwe listy? Kto wysłał normalną, kolorową kartkę pocztową na święta, a nie gifa z machającym mikołajem w emalii.. ? Jednokomórkowi artyści (czasami dwu…)…
Jeszcze na początku XX wieku sądzono, że zdolności artystyczne były w człowieku wynikiem długiego procesu ewolucji, który zaczął dawać pomyślne rezultaty zaledwie kilka tysiącleci temu (Mezopotamia, Sumer, Elam, Ur, Egipt). Potem odkrycia malowideł naskalnych w grotach Altamiry (Hiszpania), w Lascaux (Francja), w górach Tassili na Saharze pozwoliły cofnąć chwilę pojawienia się człowieka-artysty w głąb paleolitu - a więc na kilkanaście tysięcy lat przed nami.
Kolejnym punktem zwrotnym są ostatnie lata XX wieku. W grudniu 1994 francuski badacz Jean-Marie Chauvet trafia w pobliżu ujścia Renu na jaskinię, w której znalazł, jak to natychmiast uznano -najstarsze malowidło świata, bo mające około 32 tysięcy lat. Wydany wkrótce potem album fotografii tych rysunków, nosi tytuł: Świt sztuki: Jaskinia Chauveta. Najstarsze malowidła świata. Ledwie jednak album Chauveta pojawił się w księgarniach Paryża, a później Nowego Jorku i Londynu, a już świat obiegła wiadomość, że w innej części naszej planety - w Australii - odkryto znacznie, znacznie wcześniejsze ślady sztuki. A mianowicie Richard Fullagar i grupa australijskich archeologów znaleźli w północno-zachodniej Australii wykute w skałach sylwetki zwierząt - kangurów i krokodyli, a także podobizny duchów. Ustalono, że dzieła te powstały 75 tysięcy lat temu, to znaczy, że są co najmniej dwukrotnie starsze niż malowidła z jaskini Chauveta. Ale to nie wszystko, bo jednocześnie znaleziono resztki ochry i narzędzi kamiennych służących do malowania na skałach, mające 116 tysięcy lat, a przy dokładniejszych badaniach ich wiek będzie można określić prawdopodobnie na 176 tysięcy lat…
Oznacza to największą rewolucję w naukach historycznych od czasów Homera i Tukidydesa. Trzeba będzie od nowa pisać zupełnie inną, niż wszystkie dotychczasowe, historię rodzaju ludzkiego, historię świata. Za kryterium przynależności do tego nowego rodzaju przyjęto umiejętność świadomego wytwarzania narzędzi. Ostatnie odkrycia, tak dramatycznie przesuwając wstecz działalność artystyczną człowieka, pozwalają sformułować nową, hipotetyczną definicję: człowiekiem był ten, kto nie tylko umiał zrobić narzędzie, ale także stworzyć - dzięki swojej wyobraźni i wrażliwości dzieła sztuki. A więc chodziło nie tylko o to, aby przetrwać, ale żeby żyć w pięknie, w świecie, w którym istniały nie tylko potrzeby ciała, ale i wymogi ducha. A więc pierwsze, najbardziej podstawowe kryterium człowieka: twórca, nie tylko wytwórca.

Ten, który nie samym chlebem żyje.
To co uderza, kiedy śledzimy dokonania artystyczne naszych praprzodków: to, to, że ta sztuka jest od razu doskonała. Żadnych ogniw pośrednich, żadnej ewolucji od prymitywu do wyrafinowania - od zarania jest to wspaniałe, wielkie. Tak więc od początku sztuka powstawała (tak jak jest i dziś z każdym jej wielkim dziełem) - z iskry, z natchnienia, z momentu olśnienia, z wizji tak nagłej i ulotnej jak światło błyskawicy. W gruncie rzeczy nikt nie poprzedzał Szekspira, Mozarta i Boscha, tak jak nikt nie poprzedzał twórców z Altamiry, z Sahary i Australii.
I pytanie najtrudniejsze: ta zdumiewająca cisza dziesiątków tysięcy lat. Bo w 1996 roku odkryto najstarsze ślady pisma. Znajdują się w Syrii, koło Jerf el-Ahmar i mają 10 tysięcy lat. Ale przed tym? Co działo się przed tym? Co znaczą te wspaniałe malowidła bizonów, koni, ptaków i ryb? Tych ludzi w dzidami w ręku? Cisza. Milczenie. Tajemnica…
Zanim ktokolwiek w tamtych czasach pomyślał o literkach do przekazywania informacji, już nasz praprzodek dzielił się swoimi wizualnymi odczuciami, pokazywał na ścianach jaskiń (wtedy nie było jeszcze nawet komórek do mieszkania) to co jego oczy widziały a dusza przeżyła…
Dzisiaj niestety ważniejsze jest literka wpisana w komórce niż wschód słońca, czy róża samotna, jeszcze nie zdeptana w centrum miasta na klombie…
Największą radość sprawia mi odkrywanie niezwykłości w rzeczach najbardziej zwyczajnych. Idąc drogą mijamy fragmenty pejzażu, widoki okolicy, stojące domy, płoty i drzewa. Te obrazy świata rozpięte po obu stronach drogi możemy przemieniać, przemieszczać, tworzyć niezliczone panoramy, zestawy, kompozycje. Nasza wyobraźnia spotyka tę przydrożną wystawę obrazów, zmienia ich porządek, tworzy własne układy, proponuje nowe warianty. Bawisz się tym, cieszysz, jeżeli przyjdzie ci jakiś pomysł, szukasz nowych konceptów i rozwiązań. Wracasz rano i czekasz wieczora, aby przeżyć to w różnych chwilach światła…

Piękno jest zawsze dziwaczne. Rzec nie chcę, iż jest dziwaczne w sposób dobrowolny i na zimno, bo w takim przypadku byłoby potworem, wykolejonym z torów życia. Mówię, że zawiera zawsze odrobinę dziwaczności, która sprawia, że szczególnie jest piękne.

Charles Baudelaire



Piotr Potworowski. Wspaniały malarz. Skupiony przy sztalugach, pogrążony w swoim świecie barwy i nastroju. Potworowski pokazuje, że pejzaż jest kolorem: kiedy maluje obrazy Anglii - kolory są przygaszone, matowe, szare, kiedy Hiszpanię - dominują żółcie, ochry, cynober, kolory piaskowe, kiedy las - całe płótno wypełnia zieleń, różne odcienie, tonacje, zgęszczenia zieleni. Malarz pokazuje nam, jak zieleń jest przebogata w gradacje, w niuanse, w kontrasty i że jest całym nieskończonym światem. Zieleń go urzeka, przykuwa, stara się poznać jej materię, dotrzeć do jej esencji, zgłębić jej tajemnicę.

Ale obraz, przed którym stałem najdłużej, a potem kilkakrotnie do niego wracałem, nie jest zielony, ale brązowy i czarny. Nosi tytuł „Ślad wojny”. jest namalowany na płótnie z worka. To płótno jest niezmiernie ważne, bo worek to jeden z symboli wojny, równie jak karabin, okop i zburzony dom. Bezbronni i przerażeni ludzie tułają się po drogach wojny niosąc w workach resztki swojego dobytku. W workach dostarcza się ziarna głodującym w obozach uchodźców: widok worka budzi wówczas radość i nadzieję przetrwania. Pusty worek wreszcie, to, jak w Afryce, jedyne ubranie biedaków. I kobiety, i mężczyźni chodzą w workach, którym rozpruwają dno i noszą je zamiast koszuli lub sukienki. Worek - symbol biedy, bezradności, ale i ratunku…
W końcu ktoś wymyślił literki, uporządkował je. Po jakimś czasie wydrukowano książkę. Rozwijała się literatura… zmieniała, ewoluowała (trudne słowo), poszukiwała, zaskakiwała i porywała… Znów artysta… malarstwo… pozwala lepiej zrozumieć literaturę (problemy jej warsztatu, gatunków itd.). Np. twórczość wielkiego malarza amerykańskiego - Jaspersa Johnsa: w jego malarstwie zmienia się wszystko - style, formy, gatunki - Johns tworzy na różne sposoby, szuka różnych rodzajów wypowiedzi. „Od czterdziestu lat - pisze Calvin Tomkins na marginesie nowojorskiej wystawy Johnsa - nikomu nie udaje się zdefiniować i zaszeregować tego malarstwa. Obecna wystawa również nie stara się narzucić jednolitej, ostatecznej interpretacji jego sztuki. Zmienia ona ciągle kierunki poszukiwań. Najogólniej uderza nieobecność człowieka, w otoczeniu stworzonym przez człowieka. Na jego obrazach występuje napięcie między figuratywnymi i niefiguratywnymi elementami. Rzeczy nie łączą się tu ze sobą, są sprzecznością, której malarz nie próbuje rozwiązać”.

Między obu tymi światami zaciera się granica. (Krytycy sięgają do teorii Duchampa, do jego myśli o bezwartościowości, o przypadkowości świata.) Sprawność - oto co najbardziej zagraża współczesnej sztuce. Sprawność, poprawność, zręczność, blichtr i jakaś ziejąca z tego - drugorzędność i pustka.


„...tam, gdzie nie ma treści domagającej się upostaciowania,
nic nie pomoże wynajdywanie form „
(Werner Heisenberg - Ponad granicami).

Kryzys sztuki polega dziś w dużym stopniu na bierności, pasywności odbiorców, na ich odmowie udziału we współtworzeniu.

„Doznawanie sztuki nie jest ani łatwe, ani mechaniczne. Wymaga i wysiłku, i dobrej woli”.
Zbigniew Bieńkowski

Troszeczkę dobrej woli, umówcie się na każdą pierwszą sobotę miesiąca w galerii lub muzeum… znajdźcie coś, co was urzecze, napiszcie mi o tym… wyślijcie zdjęcie…
Jak czegoś nie rozumiecie, nie negujcie, inność też ma prawo życia…

pozdrawiam
mati


Kilka dni obżarstwa, kilka dni wzmożonej pracy, rozwiązywanie tego co się powinno rozwiązać przed końcem starego roku, alchemiczne przygotowania do egzaminu, w końcu parę chwil aby napisać to co przez ostatnie noce przyszło mi do głowy…

Mam nadzieję, że wszyscy się świetnie bawiliście na sylwestrowych imprezach, a ja kolejny rok oszczędziłem sobie na wydatkach sylwestrowych… Dokończyłem starą lekturę Dialogu i wróciłem do Seneki napisałem nowy wiersz, pierwszy w tym roku…

dotknij mnie
proszę…
obojętny przechodzień
czy wyczuł
moją tęsknotę?
zaciskam oczy
owijam ręce
wokół ciała
nikogo nie wpuszczę…
a jednak…
dotknij mnie
proszę…
Pytanie na Nowy Rok:
Dlaczego?
Wszyscy dzisiaj żyję w takim napięciu i lęku?
Postęp naciska na człowieka, pcha do agresji. Do samozagłady.
Im bardziej akceptujemy każdą nowość jako postęp, w którym musimy uczestniczyć,
tym bardziej się pogrążamy…
Za wszystkim się nie nadąży…
Tworzą się sztuczne środowiska…
Ludzie boją się, że wypadną na margines…
Udają, kłamią, grają aby być akceptowanym…
Tracą swoją indywidualność…
W imię czego?
Dlaczego?


Książka:
Mądra i piękna „Listy do Lucjusza” Seneki…
Książka która przynosi ukojenie, krok po kroku tłumacząc inną perspektywę życia…

Wróciłem do suchych pasteli, moje ręce znów nie wytrzymały olejnego tempa… „Pospacerowałem” trochę po whartonowskich zaułkach Paryża, mam już gotowe projekty pięciu obrazów – studia pastelowe… A na sztaludze portret, brązowo-szare oczy i cisza…
W tym co maluję, nie interesuje mnie rzeczywistość w postaci bezpośredniej, tej namolnej, przytłaczającej, wyniszczającej, pełnej kłamstw. Dosłownie chodzi mi o przetworzenie jej w rzeczywistość magiczną, w której jest więcej prawdy. Prawdą jest nasza wewnętrzna rzeczywistość, nasze emocje (chyba, że ktoś świetnie potrafi siebie samego oszukiwać…). Na świecie za często pozwalamy na manipulację, preparowanie prawdy. To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, choć ją udaje…

Samotność jest wpisana w ludzki los. Samotność i strach to dwa czynniki, które nas formują. Dostrzeżenie tego, że jestem inny niż inni, wyrażam zgodę na inność innych i tym samym na swoją indywidualność. I że muszę się uporać ze sobą, nauczyć się żyć. Pokonać lęk przed własnymi wadami… Jestem przeciwnikiem narzucania ludziom wzorców i stylów życia, to niszczy indywidualność w człowieku…

Obraz:
„Ogród ziemskich rozkoszy”– Hieronima Boscha…
(Więcej o nim i innych ulubionych malarzach szukaj w: „piękno w sztuce”…)

A jest tu zaiste piękno jeszcze bardziej prawdziwe, kiedy mianowicie ujrzysz w kimś i uwielbisz mądrość, nie patrząc zgoła na jego twarz, bo twarz może sobie być brzydka, kiedy po prostu pominiesz całą jego postać zewnętrzną i będziesz „ścigać" tylko jego wewnętrzne piękno.

Plotyn




piątek, 19 grudnia 2008





Żyjesz, kiedy widzisz,
kiedy słuchasz,
kiedy wąchasz,
kiedy smakujesz,
kiedy pieścisz i rodzisz,
kiedy mówisz,
kiedy myślisz,
kiedy utrzymujesz równowagę,
czyli kiedy czujesz i kiedy się boisz.
Pozbądź się "kiedy",
a przekonasz się
czym jest to
co kiedy!







Za kilka dni zaczynam 34 rok życia (kalendarzowy), w końcu muszę się stać dojrzały. Facetowi po trzydziestce nie wypada popełniać tyle błędów i głupot... We wcześniejszym okresie mojego życia mogą ogólnie rzecz biorąc, powiedzieć, że myślałem mniej perpsektywistycznie. Teraz staram się kreować swój świat dokonywać słusznych wyborów, mam taką przynajmniej nadzieję…
Zrozumiałem, że wiedza, bardzo dużo pomaga w codziennej pracy. Wróciłem do nauki, mądrzejszy o wiele ciekawych spostrzeżeń i wniosków….



Złapałem właściwą perspektywę w ocenie rzeczywistości, teraz wiem, że nie wszystko jest ważne. Wiem, że pieniądze i pogoń za nimi jest najgorszą głupotą obecnych czasów. Człowiek zapatrzony tylko za ile, po ile traci poczucie prawdziwego życia…



Żyjemy w czasach, w których „równouprawnienie” rodzi pobłażliwość dla nieuctwa i głupoty. Potężny moloch mediów bez problemu stwarza z zera – mędrca i bohatera, który staje się wzorem dla milionów maluczkich. Ponieważ wzorce te mają charakter czysto zewnętrzny – ubiór, uczesanie, tryb życia, maniera mówienia i mędrkowania – bez wysiłku można szybko poczuć się kimś ważnym i znaczącym…



Gdzie te czasy, w których aby osiągnąć uznanie potrzebne były lata nauki i pracy? Gdzie te czasy, w których istniał kult ludzi wybitnych pod względem kompetencji i mądrości? Teraz ludzie zachwycają się spryciarzami i hucpiarzami. Gdzie te czasy, w których wstyd było się przyznać, że nie zna się Szekspira lub Mozarta?



Dzisiaj, niektórzy, nie tylko nie czują żadnego wstydu z tego powodu, lecz okazują coś w rodzaju dumy, że nie traci się czasu na takie głupoty. Trudno takim ludziom wytłumaczyć, jak dużo tracą z prawdziwego życia, wiodąc swój upośledzony żywot wśród muzycznej sieczki, telenowel i podrzędnych czytadeł. Ilu rzeczy w życiu nie zrozumieją i nie przeżyją. Najgorsze jest to, że owe prostackie życie staje się bardzo agresywne. Za delikatną uwagę, że ktoś jest „niedouczony” (czytaj „ciemny”), można dostać w twarz (czytaj „po ryju”), a populistyczna telewizja, zalewająca teledurniejami (jak to ładnie określił Stanisław Tym), utwierdza ich w przekonaniu, że oni są cool i że przed nimi ludzkość mieszkała w jaskiniach…
Dzisiaj już nie ma żadnych ideałów, wzorców piękna, żadnej historii sztuki, która staje się przedmiotem studiów nielicznych dziwaków. Co prawda sztuka zawsze była elitarna, ale przynajmniej ci, którzy jej nie rozumieli, nie uważali się za lepszych i zdawali sobie sprawę ze swojej niewiedzy.



Na temat jednego z moich wcześniejszych postów dostałem „wiadomość” ze stwierdzeniem, że szuka jest niedostępna dla zwykłego człowieka i stąd jest takie podejście ludzi (przynajmniej tak zrozumiałem) do niej. Przecież muzea, galerie wręcz krzyczą „Proszę! Wejdź do mnie! Zobacz coś pięknego…!”, a człowiek w pędzie tego świata, z braku wyedukowanej wrażliwości na piękno i sztukę nie zwraca na to uwagi. Nie posiada własnej potrzeby obcowania z pięknem. Jedyna szuka na którą jeszcze się decyduje to kino…, ale też są to SUPER-IDIOT-HITY, prawdziwe kino nie ma szans na milionową frekwencję, bo za mało krwi, przekleństw, seksu, wybuchów itp. … Potrafi przeżywać nominacje w Wielkim Bracie, poniżające wygłupy jurorów w Idolu, dobrać kolor skóry w komórce, a piękno malarstwa czy klasycznej muzyki, które trwa od wieki wieków jest dla niego bezsensowno stratą czasu…



Teraz wszyscy maluczcy świata połączyli się w jednolity globalny trend konsumpcji masowej. Front ten jest nie do pokonania. Aktywnie walczy z innością, indywidualnością. Wszyscy mają być tacy sami i nie wychylać się. Założenie, że życie jest bardziej skomplikowane, niż się wydaje, rodzi niepohamowana agresję. Prostota życia, brak chęci odczuwania i głębszego myślenia, daje im poczucie bezpieczeństwa. Wszystko, co jest niezrozumiałe, nie ma prawa istnienie, bo nie potrafią, chociaż przyjąć do wiadomości, nie mówiąc już o zrozumieniu, że może być coś, czego nie rozumieją, o czym nie mają zielonego czy czerwonego pojęcia.



Na szczęście, człowiek jeszcze może wyrwać się z koła kultury masowej („kamiennego kręgu”) do swojego własnego, niestandardowego świata. Można dzięki klasycznej muzyce, literaturze, sztuce spotkać się z wielkimi umysłami ludzi genialnych, niespotykanych w naszych miałkich czasach wielkiej technologii, w pokoleniu jedno-komórkowców (plus kciuk, który musi być bardzo wyćwiczony, bo inaczej to „obciach”). Technologii, która swoim blichtrem i rykiem zagłusza prawdziwe przeznaczenie człowieka – bycia samym sobą…



Udało się…



Wciąż realizuję siebie, próbuję tworzyć swój własny świat, nie okłamując samego siebie. Wiem, że Nata jedną, najważniejszą rzecz w życiu muszę ciężko pracować, a nauka, praca projekty, które realizowałem, realizuję i planuję zrealizować są kolejnym etapem (tylko i aż), zdobywaniem kolejnych doświadczeń i uczeniem się życia. Często szukam rozmowy z drugim człowiekiem – jest to bardzo trudne, najczęstsze tematy to, kto kogo jak w pracy, w szkole, na uczelni, ile zarobił i ile wydał, co kupił zaje………. i jak ciężko dzisiaj wyżyć, bo sami złodzieje dookoła… Kiedy opowiadam o swoich zajęciach z dziećmi, o kontaktach z osobami niepełnosprawnymi, którzy zostali przez maluczkich wyrzuceni za nawias społeczeństwa, pytają się mnie ile z tego wyciągam… Nic… Uważają mnie za wariata… Czy tak trudno jest zrozumieć fakt dawania bez oczekiwania niczego w zamian? Czy dziwne jest, że mogą być na świecie „niematerialiści”, nawet, jeżeli nawrócony… z wieloma grzechami w przeszłości…? Ja już wiem, że chęć posiadania pieniędzy szczęścia nie daje, człowiek wpada w amok, chce mieć coraz więcej, kombinuje, kłamie, oszukuje, niszczy cały świat dookoła siebie, aby mieć… Po wielu latach wróciłem do siebie, jestem szczęśliwy i wolny… Mam satysfakcję, że idę swoją drogą i jest to dobry kierunek i mam nadzieję, że będę mógł powiedzieć: To jestem ja, to jest moja pełna wypowiedź artystyczna, to jest moja wizytówka…



Bądźcie inni!



Nie powiększajmy tłumu szaraków, nie traćmy czasu na to by się dowiedzieć ile par butów ma Madonna czy ile kolczyków i gdzie ma Michał Wiśniewski. Poznawajmy jak najwięcej z tego, co stworzyła ludzkość przez wieki swojego istnienia. Tylko to może nas uratować od powrotu do prymitywu… Nie bądźmy dodatkiem do maszyn, które sami stworzyliśmy. Poznawajmy niepowtarzalność samych siebie!!!



Tego Wam z całego serca życzę w Nowym Roku.

Dłonią dotykam młodych pąków świerczka
przystrojonego w domu moich snów
czuję palcami zapach jego igliwia
bo tak musi być, już święta
myślę i pamiętam...
(dla Kasi)

W samotni moich myśli ostatni wiersz w tym roku klecę
z tych słów ostatnich, co gdzieś zapomniane
jeszcze raz wracają w niewypitym szampanie,
w nietrzymanym szkle, w tańcu niewytańczonym, w kwiecie
nigdy niedanym tej lub tamtej dziewczynie,
w pieśni, co niewybrzmiała zawsze za mną ginie.
Odrzucam słowa, co pomiędzy wierszami pozostaną na wieki,
a winne być wreszcie w niepamięć zagnane.
Zostają w przeszłości jak w sztambuch wpisane,
jak jakieś obce, jakieś nie byłe, znane jak kraj daleki,
dla nich istnieje miejsce w kurzu i w pyle,
gdzie zapomniane przystaną, jak my - tylko na chwilę.

Pozdrawiam wszystkich przyjaciół, znajomych i nieznajomych, kolorowych świąt i spokojnego Nowego 2009 Roku!











zapraszm na zakończenie roku z moimi obrazami


Gdzieś w bezpiecznym zamknięciu
na horyzoncie siatkówki
w objęciach rzęs, poszarpanych
skrzeniem kolorowych objawień,
zatrzymane w pół oddechu, z niedowierzaniem,
zapachy nagich drzew, jezior i kobiet,
ciepły deszcz nieskrępowanych wrażeń
od buńczucznie brudnych opuszek
przez dumnie zarośnięty tors i dalej,
z każdym szczerym dotykiem;
słaba myśl - jestem - z flagą victorii
pośród burzy mózgów
galerie przekonań i wiary,
i ja - w dowoli leśnych perspektyw
rześki i syty, bez skórzanych przegródek
przyklejonych ciepłym płaczem do ciała;
tyle radości pod zmrużoną powieką...






























































































































































































































































piątek, 12 grudnia 2008

Nie zastanawiam się nad przemijaniem, bo i po co?
Najbar­dziej jestem przerażony, kiedy nie mam nadmiaru obowiązków.
Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że kiedyś to się skończy.
Zo­staliśmy tak zaprogramowani - po pewnym czasie nasze orga­ny przestają funkcjonować i tyle.
Więc po co się tym przejmo­wać?
Człowiek dostaje tyle energii, ile mu potrzeba, więc ja robię wszystko, żeby mieć więcej zajęć.
Malowanie, pisanie wszystko to i jeszcze więcej.
Jestem szczęśliwy pracując jako wolontariusz, pomagając innym.
Najwazniejsze jest życie.
Życie w ciąłym ruchu, jak brakuje mi czasu, niedosypiam, to wiem że wykorzystuje swoją energię na maksa...
W tym roku wysypało mi siwych włosów...
jestem stary...
może za dużo upadków...
i co z tego?
Nasz wybitny psychia­tra i psycholog profesor Dąbrowski twierdził,
że życie to oscy­lowanie pomiędzy dezintegracją negatywną i dezintegracją pozytywną,
że życie to ciągła walka z upadkami.
Chodzi o to, żeby umieć się dźwigać, bo wtedy jest się mocniejszym.
Nie należy unikać zmartwień, uciekanie od trudności to najwięk­sza głupota.
Życie to rodzaj zabawy samego ze sobą, to mecz.
W człowieku istnieją rezerwy, których sam nie zna, ale może je poznać,
jeżeli nie będzie pieścił się z samym sobą, je­śli nauczy się dystansu do własnego „ego".
Trzeba projekto­wać trudności, bo wtedy nie myśli się o sobie ani o odpoczyn­ku, ale o działaniu.
Wymuszać aktywność - to podstawa.
Oczywiście nie zawsze można wszystkiemu sprostać, ale co z tego?
Świat się przez to nie zawali...

Często myślę, żeby zrobić coś trwalszego od kawałka papieru,
który żyje dwa tygodnie jak okładka magazynu lub książki...
Żeby stworzyć rzecz, która będzie miała szansę przetrwać...

Sama idea bycia artystą zawsze do mnie przemawiała:
nie żeby od razu zostać Wielkim Artystą, ale raczej kimś z bohemy,
mieszkać w Wenecji lub Paryżu na poddaszu i malować piękne kobiety...

Żeby być zauważonym, trzebabyć innym.
Ci, którzy powielaja wzory, nie mogą na dłuższą metę egzystować.
Na pewno trochę talentu nie zaszkodzi, istotny jest jednak upór, żeby się nie poddawać i wciąż atakować.
Należy mieć własną wizją i wierzyć w to.
Inaczej nie ma w tym pasji, a bez niej nie ma efektów.
Osiągnięcie sukcesów to sprawa bardzo złożona, na początku trzeba bardzo kochać to co sie robi...

Zawsze można przegrać.
W takim zawodzie jak sztuka, ważne jest żeby nas zauważono.
Wtedy będę słuchany, trzeba tą chewilę wykorzystać i mówić o tym co dla mnie ważne, o wizji, o ideach o marzeniach...
mówiąc głośno o marzenia zbliżamy się do nich, stają się na wyciągnięcie ręki,
a ideami możemy zarazić innych ludzi, którzy patrzą w tym samym kierunku.
Z drugiej strony jest to bardzo odpowiedzialne...

Musimywykonywać wszystko najlepiej, musimy dbać o wewnętrzną harmonię.
Jeżeli jeszcze czujemy to duszą, czynimy z tego sztukę...

A sztuka stała się tworem.
Żyjemy w cywilizacji pośredników, w których oni zarabiają znacznie więcej od twórcy.
Większości nie zależy, żeby to co sprzedają było coś naprawdę warte - liczy się wyłącznie pieniądz...
Społeczeństwo jest ogłupiałe, mało kto ma własny gust, a sztuka współczesna w 80% nie jest nic warta.
Gdyby zlikwidować racjonalne kryteria - wszystko może byc sztuką, każdy kicz czy prowokacja...
Bardzo łatwo tym manipulować,
może specjalnie tak się robi, aby nie było kryteriów i wtedy manipulacja ułatwia różne spekulacje...
Berfolt Brecht powiedział kiedyś,
że sztuka jest wielkim oszustwem...


w ostatnim rzędzie krajobrazu
utrwalone w chaotycznej ucieczce
łamiąc jedność błękitu
szumem tataraków
znajdują duszę w człowieku...

Zaczynam dostrzegać rzeczy wcześniej niewidzialne.
To dar doświadczania rzeczy jednostkowych.
Tego nauczyć się nie da.
Każdy może dostrzec więcej, jeśeli tylko chce.
Musi odczuwać przede wszystkim życzliwość do świata.
Zyczliwość w sensie najszerszym, a nie jakims bogobojno - domowym.
Trzeba mieć oczywiście wrodzone zainteresowania innymi ludźmi.
I ta ciekawość w ciągu życia podwaja się, potraja...
Można zobaczyć jeszcze więcej, niż się chciało.
Bardzo uważnie słucham ludzi.
Bywa, że tylko do pewnego stopnia,
ponieważ czasami nie warto.

Niestety w dzisiejszych czasach moda dosięga równiez poezję.
Tak naprawdę potrafimy ją pojąć kiedy mija.
Póki trwa, zaślepieni, trwają w jej szponach ci,
którzy konstruują swój wizerunek pod przychylność czytelników.

ziarenka czasu
przesypują się nam
przez ręce
bez końca
niewidocznie
magia czasu
obłędny wyścig
niebezpiecznie
błądzimy
przez całe życie
odkrywajac prawdy
które później
lekce sobie je ważymy

gdy je zrozumiemy...
jest już za późno...




Prawdziwa sztuka nie jest naśladowaniem lecz odczytywaniem rzeczywisyości.

O mnie: Jestem czuły na wszystko co mnie otacza. Malując zblizam się do idealnego świata. przedstawiam na plotnie świat, który kiedyś widzialem, ale moja pamięć selekcjonuje szczegóły, przetwarza je na rzeczywistość idealną... Jak zaczynałem malować nie miałem żadnych ideaów, po prostu były obrazki... Miałem oczywiście swoją wizję sztuki, ale to wszystko musiało we mnie dojrzewać... Dzisaj malowanie przetrawione z teatrem, poezją czy prozą daje pełen obraz mojego zapatrzenia, zadziwienia światem...

lawenda - krem z pąków
nalewka z kwiatów
a miód przegryzie się
z nią do zimy
akurat na święta...


farba płynie
w moich żyłach
natchniony
sięgam do wnętrza
-
exprimo
ars

Dzisiaj miłem wieczór rozmyślań nad sztuką i nami...polakami...
Stosunek naszych rodaków do sztuki jest bardzo płytki.
To jest zaledwie snobizm.
Wystarczy, że za grube pieniądze sprowadzi się jakiegoś zachodniego malarza,
a od razu podnosi się wrzask i ludzi stadami pędzą do muzeum...
Na co dzień omijaja to samo muzeum szerokim łukiem choć mają w nim arcydzieła polskiego malarstwa
- Boznańską, Matejkę czy Stanisławskiego.
Dla mnie niedoścignionym wzorem jest Tadeusz Kantor,
nie ze względu na sztukę jaką stworzył, tzw. awangardową, do ktorej mi bardzo daleko,
ale jego zachwytem, szczerym zachwytem nad malarstwem np. Chełmońskiego.
Prawdziwa adoracja...

samotność...
od kilku lat jej doświadczam.
Samotność może zabić...
Najbardziej dojmująca jest wtedy gdy czuję się samotny wśród ludzi.
Wiem co to oznacza, że wokół są niewłaściwe osoby,
ale czasem jest to niezależne od naszej woli...



Przyjąć wrogość serc
nieprzychylność serc
świat jest jaki powinien być
bo jest
tęsknota i pożądanie
są także
i dość na tym...

uwierzyć albo nie uwierzyć
zgodzić albo nie zgodzić
nie mówić nic więcej...

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Malarstwo to układanie obrazów w głowie i przelewanie je na płótno, wówczas obraz jest naszą cząstka. Reszta to kopiowanie…

Przychodzą do mnie często z prośbą o portret, przynoszą zdjęcia… najgorsze jakie mogą być – dowodowe, zupełnie bez życia… Czasami wiele dni muszę przechodzić aby poukładać sobie takie zdjęcie w głowie. W końcu siadam do płótna, maluję - każdy kto maluję zna uczucie, kiedy wie, że jest dobrze, jest ta wewnętrzna emocja, mrużę oczy i godzinami mógłbym patrzeć na taki obraz, czując, że jest to naprawdę mój… Zadowolony z końcowego efektu werniksuję i odkładam na haczyk. W dzieciństwie miałem często sen, że mieszkam w pokoju w którym wiszą obrazy moich myśli… Wówczas ten pokój też jest moją cząstką…

Za kilka dni przychodzi ktoś po odbiór portretu, ciężko rozstawać się z kawałkiem swoich myśli, pocieszam się tym, że kogoś innego będzie cieszył mój obraz… Zdejmuję z haczyka i słyszę: „Ależ proszę pana, jedno oko jest trochę wyżej niż na zdjęciu!!!”

Marzenie: rozwalam obraz na jego głowie – tak jak na filmach…

Realnie: Oddaje zdjęcie i proponuję, żeby zrobił sobie ksero…

O mnie: W swoim życiu osiągnąłem stan, w którym mam świadomość posiadania pewnej bazy, na której mogę śmiało budować swoją twórczość. Dążyć do tożsamości wewnętrznej… Nie mogą firmować swoich twórczości nazwiskiem, jestem zwykły „Jan Nowak” i z tego się cieszę…

Szczęście to...
nie mieć nic
i zdawać sobie sprawę
z tego
ile to daje
możliwości...

Wielu artystów, szczególnie młodych, popełnia błąd, starając się wmontować w ludzką wyobraźnię na podstawie ich upodobań. Sprzedają w ten sposób swoją spontaniczność, redukują odwagę i wydłużają dojrzewanie…

Na szczęście istnieje inna Droga: szalony, zwariowany i niepokorny artysta, nieprzejmujący się owymi ograniczeniami. Sukces przynosi podjęte ryzyko, odwaga. Bardzo ważne jest akceptacja tego co się wówczas robi, dajesz z siebie wszystko, jesteś nieprzewidywalny.
„Szalony, zwariowany czy niepokorny artysta” to nie znaczy, że muszę biegać z puszkami farby po pracowni i chlapać na płótna, to może być pewien rodzaj przełamywania stereotypów, czasami kreska, plama czy kolor…

O mnie: Jeden z „krytyków” powiedział, że uprawiam poezję malowaną. Bardzo mi się to spodobało, bo pierwszym moim marzeniem zawsze było zostać pisarzem i poetą… Moje obrazy ponoć są dość literackie a moje wiersze dość impresjonistyczne… Każdy mój obraz jest zaproszeniem dla widza do opowiadania a wiersz do układania sobie obrazów w myślach…
Kruk
- Najpierw trzeba szeroko rozpostrzeć skrzydła, potem pomachać ze trzy razy na próbę, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku, a potem…
- Ale ja nie mam skrzydeł – przewał łoś
-Aaaaa – zmieszał się kruk
- Ale mam bogatą wyobraźnię. Może wystarczy jak sobie wyobrażę, że mam skrzydła…? – dodał w pośpiechu łoś…

Smak mojego nieba: marcepan…

Potrafię wyobrazić sobie, że mam skrzydła… one pozwolą mi dokonać jeszcze wiele rzeczy. Poza tym, moje życie cały czas się pisze, a ponieważ jestem malarzem i bywam poetą, robię to w formie obrazów i wierszy, piszę tez prozę ale jeszcze bez odwagi, do szuflady, mam też w Glowie kilka dramatów scenicznych…

To jest czas, w którym trzeba walić młotem, jak powiedziałby Wyspiański…

Napisałem monodram…

Napisałem do tego przedstawienia tekst piosenki…

Do tego powstaje 11 obrazów…

Cały projekt to trylogia: Słowo, obraz, muzyka…

Tekst piosenki, nie mam jeszcze muzyki, u wszystkich, którym go dałem pewnie się już zakurzył, może ktoś z was będzie miał jakiś pomysł…

I.
Daremnie wciąż przed siebie, idziemy, upadamy
Przez życie na oślep brnąc, szukamy, czekamy
I krzyczę przez urwany sen niemym pytaniem
Gdzie kończy się świat
A gdzie się zaczyna?

Ref.
W ramie uwięziony świat
Krocząca głucho zdeptana idea
Wśród tłumów samotny jak
W pajęczynę wplątane marzenia
Po płótnie wędruje tęsknota
Gdzie ziemia moja daleka?

II.
Zygzakiem płynąc pod wiatr, żyjemy, umieramy
Na falach naszych złudzeń, płyniemy, toniemy
I krzyczę przez morza szum niemym pytaniem
Gdzie kończy się życie
A gdzie się zaczyna?

Ref.
W ramie uwięziony świat…

III.
W jej oczach widzę blask, marzenia, pragnienia
W jej głosie nuta gra, szczęścia, spełnienia
I krzyczę czekając na jej gest niemym pytaniem
Gdzie kończy się nadzieja
A gdzie się zaczyna?

Ref.
W ramie uwięziony świat…

Ostatni obraz: Moja interpretacja ikony (bardzo klasyczna lecz…), na prezent…

Co roku o tej porze, na św. Mikołaja, maluję ikonę… kilka nieprzespanych nocy i resztki złota na rękach… i jeszcze ta alergia…

Moje ręce bardzo spontanicznie reagują na farby olejne… wysypką, pękaniem, łuszczeniem, wysuszaniem… Ktoś mi kiedyś powiedział, że prawdziwa sztuka rodzi się w cierpieniu… Czy używając rękawiczek alergicznych też będzie prawdziwa?

O mnie: Jestem zodiakalnym lwem, moim znakiem w innej kulturze jest smok… Dla mnie osobiście nie ma to żadnego znaczenia, może tylko tyle, że polubiłem te dwa symbole. Smok jest w moim „logo” a lew pojawił się na okładce mojego pierwszego amatorskiego tomiku poezji pt. „Lwitacja” . reszty nie ma, jestem tylko ja i moja tożsamość wewnętrzna…

Po maratonie z ikoną powinienem iść szybciej spać, ale się już chyba przestawiłem… Teraz w nocy nie będę mógł zasnąć, a w dzień nie będzie na to czasu…

Czy słyszał ktoś, że powodem śmierci było niewyspanie…?

Pozdrawiam Mati


Kim jestem? – Jestem człowiekiem – ale co to znaczy?
Nieraz mówimy: „Jestem tylko człowiekiem”,
Innym razem: „Jestem aż człowiekiem!”
Kiedy Mówię: „Jestem tylko człowiekiem”,
staram wytłumaczyć siebie, usprawiedliwić.
Jestem nerwowy, bo jestem tylko człowiekiem.
Zgrzeszyłem, bo jestem tylko człowiekiem.
Takie stwierdzenie doprowadza czasem do rozpaczy,
Bo skoro jestem tylko człowiekiem,
To przeminę tak jak wszystko, rozsypię się w proch,
mój grób się kiedyś zawali a nekrologi myszy zjedzą.
Kiedy powiem: „Jestem aż człowiekiem!”,
Mogę popaść w pychę, wszystko kręci się wokół mnie…
Jednak kim jestem?
Jestem człowiekiem, nie zwierzęciem, ani nie aniołem.
Zwierzę nie jest złe, tyko że we mnie poza życiem wegetatywnym,
Jest jeszcze życie duchowe, które musi opanować
Życie nerwów, zmiennych nastrojów.
To jest istota człowieczeństwa:
Ciągła walka ze nerwowością, nastrojami, ciągła praca,
Duchowy trud przezwyciężania swej niższej natury…

***


Poznaję ciebie bo masz swe humory
Niebo obok czyśćca a piekło ot zaraz
I ty mnie zauważasz
Bo mam krzywe serce
To znaczy wiele uczuć które mnie prowadzą
Błądzimy grzeszymy
I trzaskamy drzwiami
Gdy wady nam uciekną
To się nie poznamy…

Wierszem można się dzielić jak opłatkiem… (ks. Jan Twardowski)




Świadomy przemijalności
I poznając zmienność
Tak swoją jak i waszą
Przysięgam
Że się postaram
Być prawie sobą
Tak długo jak trwa
Dobra okoliczność
i dopóki jeszcze
moja ułomność
jest
tylko ułomnością
a nie
zwątpieniem…