piątek, 12 czerwca 2009


Kto z nas nie chciałby mieć cudownej lampy,
która spełniałaby wszystkie życzenia
i potrafiła nas wyciągnąć z najgorszych kłopotów?

Przemyślenia piątkowej nocy…




Tak naprawdę to każdy z nas taką lampę Aladyna, ma w zasięgi ręki…
Uśmiechacie się…?
Ok…
Zauważcie jak rzadko w Baśni o Aladynie i lampie cudownej, bohater jej używa. Dziwne…
Przecież dzięki niej mógłby opływać w dostatki…
Dlaczego jej nie używa…? A raczej rzadko używa…?
Ponieważ ma przeczucie, ba – wie o tym, że to co posiada, wystarczy… z niewielkim dodatkiem. Aladyn w baśni jest tym obdarowanym przez los. Jemu wystarcza. Ktoś komu nigdy nie wystarcza, komu ciągle mało, nie może być obdarowany, bo każdy dar przeleci przez niego i nie zostawi po sobie śladu.
Może dla niego takie życie jest wystarczająco dobre? Nie ma ambicji żeby się ścigać?
Dzisiejszy świat się ściga.
Od młodych lat uczą nas, ze to co mamy, jest niewystarczające dobre, że to co pochodzi z nas, ze środka jest mniej warte niż ocena innych, że liczy się to, kto jest lepszy.
Nic dziwnego, że niemal każdy chciałby mieć więcej, niż ma – dlatego spełniająca życzenia lampa Aladyna, to ucieleśnienie marzeń świata powszechnej komercji…




Wiara we własne marzenia jest taką lampą. Bo gdy wierzymy i dążymy, wtedy te marzenia się spełniają… tylko musimy pamiętać, że marzeniami nie wolno krzywdzić ludzi…

Jest taki niepoprawny politycznie dowcip o trzech murzynach…
Każdy z nich miał po jednym marzeniu, które mogło się spełnić…
Chcę być biały – powiedział pierwszy.
Ja też chcę być biały – powiedział drugi.
A trzeci na to: A ja chcę żeby byli czarni…

Taka rzeczywista lampa Aladyna mogłaby się stać bombą z opóźnionym zapłonem, gdyby dostała się w niepowołane ręce. Są ludzie, którzy nie lubią, jak innym jest lepiej…



Niektórzy ludzie chcą krzywdzić innych, bo sami zostali skrzywdzeni, złamani i tak się w swojej krzywdzie zapiekli, że stracili nadzieję na poprawę własnego losu. Wówczas koncentrują się na złorzeczeniu, na myśleniu, żeby innym nie było lepiej. Albo by było gorzej. Chcą się za swoją krzywdę zemścić na całym świecie. To ludzie zgorzkniali, zrezygnowani, ale też potrafią tez aktywnie działać przeciwko innym, gdy mają możliwość…

I dobrze, że nie ma takiej lampy. Właściwie jest, ale na szczęście tylko w nas, bo każdy z nas ma ogromną siłę sprawczą… tylko w tą dobrą stronę… no i musimy sami w sobie odnaleźć instrukcję obsługi…

To działa w wielu poziomach. Najbardziej oczywisty, choć zupełnie przez nas niedoceniany, jest poziom widzenia cudu dnia codziennego; odkręcamy kran – płynie woda; naciskamy włącznik – zapala się światło. Mamy na swoje usługi dżinów w postaci energii, obłaskawionych żywiołów. Mamy cud naszego niezwykłego umysłu, mamy cud naszego niezwykłego ciała. Jesteśmy niepowtarzalni, każdy z nas ma w sobie jakiś talent, z którym się urodził…

I co z tym wszystkim robimy?

Żyjemy wśród tych cudów, jakby były czymś najzwyklejszym na świecie. Nie doceniamy ich, nie zauważamy, nie dbamy o nie, nasze światło ledwo się tli albo nawet gaśnie. Ludziom brakuje dystansu, refleksji, pokory. Są tak zajęci codzienną krzątaniną, że nie widza nie czują. Szczególnie gdy cierpią, gdy odcinają się od świata, pielęgnując w sobie trudne emocje, takie jak gniew, rozczarowanie, bezradność, nienawiść. Albo próbują osiągnąć mityczny sukces.

Wydaje mi się, że w taki sposób spełniają swoje marzenia. Gonią za mirażem. Ponieważ własne talenty, własne potrzeby, własną osobowość – wszystko to co rozwijane w człowieku, co świeci od środka, czyli tę swoją lampę Aladyna schowali gdzieś głęboko pod ziemią… Często nawet nie wiedzą, że to za czym gonią, nie jest wcale ich własnym marzeniem, tylko pewnym stereotypem wyobrażeniem o szczęściu…





Warto tak dla sprawdzenia, wyobrazić sobie, że już osiągnęliśmy to, za czym tak gonimy. I pobyć z tym stanem. Poczuć emocje, które się pojawiają. Zobaczyć czy cieszymy się z tego, że inni nas podziwiają. To jest ważne rozróżnienie, które może nas zawrócić ze złej drogi.

Mamy dwie ręce, dwie n0gi, dwoje oczu, uszu, wszystko widzimy, słyszymy, czujemy. Wystarczy tego używać i być za to wdzięcznym, a zaczną się dziać cuda.

Wierzę w to, że nasze myśli mają moc sprawczą, czyli, że jeśli czegoś zapragniemy, uwierzymy w to dostatecznie mocno i będziemy działać zgodnie z tym, to się spełni.

Jeśli tak się zdarzy, że wszechświat zgadza się z naszą pozytywną energią, marzenia się spełniają. Udowodniłem to sobie nie raz – na niedużych rzeczach…

A co z dużymi?




Pytanie jak wysoko sięgniesz, do czego dasz sobie prawo. Jeżeli będziesz chciał domku z werandą, ciepło rodzinne, mądrego przyjaciela. To wszystko przyjdzie. To kwestia otwartości na dobro, przepływ pozytywnej energii. Granice stwarzamy sobie sami. Recz w tym, żeby intencje były czyste. Żeby naprawdę wiedzieć jasno, co się chce osiągnąć i mieć niczym zakłócone przekonanie, że to nastąpi. Po prostu nie negujemy…

A większość z nas neguje, to nas zatrzymuje, wysyła nasze marzenia w kąt gdzie gniją i znikają…

Ulegając negacji, możemy własną moc obrócić przeciwko sobie. Jeśli odpowiednio często będziemy powtarzać sobie, że nic nam się nie uda, to najprawdopodobniej tak się stanie…

Człowiek niestety lubi mieć rację…





Stąd przestroga:
abyś tego w złą godzinę nie powiedział
i uważaj czego pragniesz, bo ci się jeszcze spełni.
Kiedy czegoś chcesz musisz sobie zdawać sprawę z tego,
że będzie kosztowało…
I czasem nawet ten koszt może być wyższy niż nagroda.
Ludzie tego niestety nie biorą pod uwagę.
Dominuje postawa roszczeniowa: Chcę! Chcę!

A każdy z nas niestety ma w sobie taką część…
musimy tylko znaleźć złoty środek w sobie
na kontrolę pragnień i skupić się na tych,
które są najważniejsze...

i chyba jeszcze jedna ważna sprawa,
nie zawsze marzenia się spełniaj a z dnia na dzień
jeśli nawet się wydaje, że nic już z tego nie będzie
wcale tak nie musi być...
to tylko czas poddaje nas próbie...




o mnie: nie potrzebuję lampy spełniającej życzenia,
mimo, że jest bardzo ciężko wierzę i staram się żyć
choć popełniam błędy i może bardzo dużo za to płacę...
ale wiem czego pragnę...

pozdrawiam
mati

4 komentarze:

  1. Ostatnio doświadczyłam rozżalenia czlowieka skrzywdzonego kiedyś przez kogoś, który podświadomie krzywdził mnie. Miał w sobie wiele zgryzoty,którą chował pod przykrywką cynicznych uwag i uśmiechu. Próbowałam mu pomóc,ale sama na tym ucierpiałam. Bo sprawy nabrały takiego obrotu,że to ja stałam się tą najgorszą. Kiedyś i mi zdarzyło się coś takiego. Dlatego teraz wiem,że nic w życiu nie dzieje się przypadkowo, pewne historie zataczają krąg i wracają do nas jak bumerang uderzając niespodziewanie w tył głowu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie potrafie zapomniec o Tobie...Wiem nie powinnam o Tym tutaj pisac ale nie moge sie powstrzymac...Macku Tesknie za Toba strasznie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż. Sto procent racji, w tym co powyżej zostało napisane. Mamy moc tworzenia, boską iskrę, ale nie zdajemy sobie sprawy, że wszechświat układa się tak jak tego chcemy. Wystarczy być cierpliwym i nie na darmo wyraz "cierpliwość" ma ten sam człon co "cierpienie".

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudnie czyta się co napisałeś, porusz różne struny w duszy i w ciele.Trafiłam przypadkiem,ale tak widocznie musiało być..
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń